|
Blog > Komentarze do wpisu
Nie spierniczę tych świątWarto przyrządzić je całą rodziną. Na pewno mile spędzicie ten czas. Zaangażuj dziecko do wspólnych przygotowań. Już dwulatek może pomóc ci wykrawać kształty. Pieczenie pierniczków to wspaniała zabawa zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Dzieci powinny uczestniczyć w domowych czynnościach. Zorganizuj choć jeden taki wieczór i spędź go z dzieckiem.
O nie. Tym razem się nie dam nabrać. Na zdjęcia przedstawiające równo wycięte piernikowe łosie przewiązane czerwoną wstążką. Na chatki z piernika ozdabiane śnieżnobiałym lukrem. Na gwiazdki z kolorowymi witrażami z landrynków. Na piernikowe ludziki z cukrowymi guziczkami. Won! A kysz! Precz zmaro świątecznego piernika! Przez kilka lat próbowałam. Naprawdę się starałam. Kultywowałam. Zagniatałam, wycinałam, zaganiałam dziatwę do roboty. Ciąża nie ciąża, opuchlizna nie opuchlizna, stałam i wałkowałam. Piekłam całymi nocami. Chowałam do puszek, lukrowałam, smarowałam, ozdabiałam. I nigdy nie było tak jak na zdjęciach, jak na malowanych świątecznych obrazkach. Była mąka na podłodze, z hukiem wyłączane kolędy Preisnera, była wybita północ w kuchni. Była dziatwa, która po wykrawaniu dwóch nieregularnych kształtów wymykała się cichcem z kuchni, czyniąc na podłodze brązowawe smugi. Były w końcu piernikowe kluchy, były owieczki i pastuszki z twarzy podobne zupełnie do nikogo. Były nadpalone choinki, nadłamane serca, niedopieczone gwiazdy maskowane krzywiznami za rzadkiego lukru. Nawilżałam watką spierzchnięte usta piernikowych aniołków, ratowałam święta. Basta. Koniec z tym. Żadnego kultu piernika, kto to w ogóle wmyślił. Nie spierniczę tym razem tych świąt, o nie!
środa, 15 grudnia 2010, f_jak_frustratka
TrackBack
Komentarze
Gość: , 94-40-87-220.tktelekom.pl
2010/12/16 13:45:22
Zawsze mnie to zastanawiało, ten fenomen wspólnych wypieków. I dochodzę do wniosku, że raz trzeba samemu lubić piec, a dwa mieć zainteresowane, spokojne dziecko, które bawi ozdabianie pierniczków, a nie robienie rozpierduchy. Ja kupię cholerne pierniczki. Chociaż w domu mam już przygotowany domek do sklejenia lukrem. Zobaczymy
2010/12/16 14:39:33
Wcześniej nie widziałam potrzeby i nie miałam konieczności pieczenia ciast i przygotowywania świąt od strony kulinarnej. Nagle spadło to na mnie zupełnie nieprzygotowaną , beztroską ... Może z tą nagłoscia troche przesadziłam. Pułapka była zastawiona od dawna. Jak sobie wspomnę, to kiedyś zajmowałam się przygotowaniami do świąty od strony duchowej i zupełnie nie rozumiałam wnerwienia mojej matki skaczącej po kuchni, jak w ukropie . Przyszła kryska na mnie. Pozdrawiam.
Gość: Nat, 89.100.112.15*
2010/12/16 14:51:49
Podczytuje bloga od jakiegoś czasu, zwłaszcza jak mnie okresowo chęć na dzieci dopadnie.
Ze mną rodzice piekli i zdobili pierniki jak byłam mała, głównie tata. Pamiętam świetną zabawę :) Później była długa przerwa i jako nastolatka ja piekłam z mamą gdzieś siedzącą z boku, a potem razem zdobiłyśmy gadając. Teraz sama się bawię w zdobienia, wycinania, odkryłam właśnie witraże i mam super frajdę a przy okazji mnie to odpręża. Ale po pierwsze myśmy je zawsze piekli na początki grudnia, kiedy jeszcze był względny spokój, po drugie nigdy gotowanie na święta nie było jakimś problemem, bo zawsze jeździliśmy do babci, która lubiła gotować, a ja uwielbiałam jej pomagać. A mama miała święty spokój. A teraz z kolei ja mam święty spokój, bo trafiłam na męża, który gotować lubi, a potrawy wigilijne uważa za swoje popisowe dania, więc nie mam wstępu do kuchni. Poza tym pieczenie trzeba lubić. Tak samo z gotowaniem. Ja też siedzę do północy nad ciasteczkami, śpiewam sobie do muzyki i dobrze się bawię. Męża do pierników nie gonię, bo by mnie "zamarudził" na śmierć. Dzieci też nie będę gonić, jeśli nie będą chciały.
Gość: hogwarts_school_of_witchcraft, mr300.qeh.ox.ac.uk
2010/12/16 15:02:52
jak bylismy mali to mama chyba myslala ze jak ktos ma spierniczyc wypieki to tylko dzieci. stad trzymala nas zdala od kuchni. potem jak podroslysmy to pieklysmy razem zamiast koled sluchajac (i tanczac) w kuchni do erosa ramazotti. jaki rok? pamietam ze kaseta nosila tytul stilelibero.
2010/12/16 21:49:52
no bo nieważny piernik
ważne uczucia:) czyli niech każdy robi z dziećmi to co lubi i umie i jest w stanie robić z przyjemnością nawet w towarzystwie wszelkich dzieciokłopotów przepraszam za ten truizm, ale jakoś mi go tu bardzo brakuje 2010/12/16 22:07:02
O matko i Zuzko, a ja mam co roku wyrzuty sumienia przeraźliwe, że nie piekę... Bo przecież atmosfera, wspomnienia, lukrowane pierniczki... Znaczy raz chyba upiekłyśmy, oczywiście twarde jak kamień, oczywiście przy okazji nawrzeszczałam na dziecko - chyba nie o to chodzi w tej imprezie?
Mówisz, żeby zostawić w pioruny? Hm. Może to i racja, że trzeba to lubić? Ale też wydaje mi się, że trzeba lubić robić cokolwiek _z_kimś_, a konkretnie z dziećmi. Ja tam generalnie jak coś robię, to wolę sama, niż tłumaczyć, poprawiać, czekać na kogoś... Ech. Ale ta atmosfera, wspomnienia... Dobra, nie robię pierniczków. Dzięki :) 2010/12/17 08:58:46
no wiem, tores, wiem
wiem nawet, że są osoby, które generalnie nie lubią nic robić z dziećmi i wcale ich nie potępiam wydaje mi się jednak, że w takim przypadku, kiedy nagle budzi się świąteczny zew, istnieje rozwiązanie irracjonalne - pałować się robieniem z dziećmi trudnych rzeczy, których się nie lubi oraz rozwiązanie mniej irracjonalne - zrobić z dziećmi rzecz, którą się lubi robić, albo po prostu łatwą pieczenie pierników wcale do rzeczy łatwych nie należy i nikt nie rodzi się fabrykantem lukrowanych cudeniek pozostają inne fajne rzeczy jak: ubranie choinki, czytanie książek i wierszyków, malowanie, rysowanie, spacery po śniegu, śpiewanie kolęd i nie tylko, oglądanie świątecznych filmów i bajek, karmienie kaczek, wspólne barłożenie się, ewentualnie zrobienie najprostszego ciasta z przyprawą piernikową przecież patent ze świąteczną atmosferą nie polega do cholery na samych faktach, tylko na świątecznej atmosferze właśnie, powstającej dookoła tych faktów... a dorośli mają wielką moc, z której zapominają korzystać - dla swoich dzieci są Wielkimi Kretorami - dzieci uwierzą prawie we wszystko, jeśli tylko dorośli będą to robić z przekonaniem, satysfakcją i na luzie a wszystkim świątecznym perfekcjonistkom i perfekcjonistom polecam przeczytanie najpierw muminkowego opowiadania o Wigilii a potem poradnika świątecznego na blogu bałagan:) 2010/12/17 14:15:21
Moja dwulatka wykrawała pierniki... owszem, ale mebelkami z domu dla lalek. Foremki wg niej były do niczego.... Następną porcję pierników zrobiłam już sama...
Gość: Madzia, static-87-105-190-121.ssp.dialog.net.pl
2010/12/17 17:49:34
Świetnie piszesz. Mimo paru błędów tekst jest super!
Gość: bb, public-gprs78202.centertel.pl
2010/12/18 10:24:16
a ja lubię. moje dziecko też, bo pyta o pierniczki już od listopada. Oczywiście, że są krzywe i niewydarzone, ale w tym ich urok:). Powstają zresztą także rzeczy, które nie bardzo kojarzą się ze świętami - panuje tu pełna dowolność. Oczywiście, że kuchnia wygląda jak pobojowisko, a dzieci (bo zawsze schodzą się znajome) po 10 minutach zaczynają biegać za psem. W tym cały bajer:) Aaaa. Kupuje gotowe ciasto piernikowe z rolki, nie chce mi się lepić. Ale rozumiem Cię. Nic na siłę:)
Gość: P., 193.59.104.12*
2010/12/19 07:00:32
miałam dośc podobne odczucia, dopóki nie przeczytałam tego bloga: lorely.blog.onet.pl/
Być może niekształtne pierniki i rozsypana wszędzie mąką będą Cię cieszyć jak nic na świecie. Pozdrawiam. 2010/12/21 14:46:38
ja akurat lubię piec, nawet bardzo, ale to o czym piszesz to pikus w porównaniu z budowaiem domku z piernika....
już k..a nigdy!!!!!!!!!!! no chyba, ze z Ikei (maja też gotowe ciasto piernikowe) 2010/12/21 21:21:26
Zmija - A pociąg z piernika?
Bardzo mi się podobało zestawienie mojego wpisu z opisem pewnej pani jak to robiła pociąg z piernika, na stronie głównej gazety. |
|
Dzięki za diagnozę, na szczęście doświąt jeszcze trochę i jest szansa, że w tym roku spędzę go w przyjemniejszym nastroju:)